Magic smoke
Stary żart elektroników: komponenty działają, bo zawierają magiczny dym. Gdy dym ucieka, przestają działać. W kontekście EUC oznacza to, że na płytce sterującej coś się spaliło - MOSFETy, kondensatory, ścieżki - i masz bardzo drogi przycisk do papieru.
Dlaczego ma znaczenie poza żartem
Żart niesie realny ciężar w debatach o firmware. Konserwatywne limity firmware (nannies) istnieją właśnie po to, żeby magiczny dym został w środku. Producent woli ci zrobić tiltback do irytacji, niż pozwolić ci pchać prądy, które usmażą płytkę.
Trade-off, o który riderzy się kłócą
Niektóre firmware’y priorytetyzują ochronę komponentów: odetnij moc zanim płytka się spali, nawet jeśli rider poleci na ziemię. Inne priorytetyzują bezpieczeństwo ridera: dostarczaj całą dostępną moc i niech płytka się uszkodzi jeśli trzeba. Żadne podejście nie jest obiektywnie poprawne. Oba mają konsekwencje.
555 take
Magiczny dym jest śmieszny dopóki to nie twoja płytka. Szanuj limity termiczne i prądowe koła. Te “irytujące” ograniczenia firmware to różnica między płytką, która działa jutro, a taką, która nie działa.